Kościoły, oczy i Alexis Zorbas

Mentalność Kreteńczyków, czyli Pokochaj mnie, miły – potem będę znowu twoją ciocią.

Nie będę owijał w bawełnę – książka Kazantzakisa to moja biblia, uwielbiam ją. Towarzyszy mi mentalnie w moich wędrówkach po wyspie, znam ją praktycznie na pamięć. Film, zresztą, także. To jedna z najlepszych ekranizacji dzieła literackiego pod każdym względem. Mówiąc krótko, książka i film robią robotę i nie wyobrażam sobie świata bez Alexisa Zorbasa. Gdyby go nie wymyślił Kazantzakis, należałoby go stworzyć. Ma to u mnie wymiar nostalgiczny – wiem doskonale, że takiej Krety już nie ma i nigdy nie będzie, te czasy nie wrócą, wyspa bezpowrotnie utraciła pewne właściwości. I to jest piękne, moi Państwo, a jednocześnie trochę smutne. Wypada się z tym pogodzić i brać z wyspy to, co najlepsze – brać pełnymi garściami. Ja sobie tego brać nie mogę odmówić, ale Alexis jest ciągle gdzieś obok mnie. Czasem wyjeżdża do Kastellionu po liny i haki, ale wraca – zawsze wraca.

Ile tych doświadczeń, które tak genialnie opisano w historii Zorby, było także moim udziałem? Ile razy siedziałem, wgapiony w morze lub inny piękny landszaft, zastanawiając się nad meandrami ludzkiej natury? Ile razy miałem okazję podziwiać stare kościoły, w których czas zatrzymał się setki lat temu? Ile wina wypiłem (o destylatach już nie wspomnę), ile ludzi poznałem, ile nocy przegadałem? Mieliście to samo, prawda? Mieliście? Ja mogę niektóre swoje doświadczenia opisać takim cytatem:

Wnętrze kościoła

"Kościół był pusty, kandelabry z brązu rzucały słaby blask, a płaskorzeźba oddzielająca sanktuarium zajmowała całą wnękę. Artysta z benedyktyńską pracowitością wyrył w złocie winnicę pełną ciężkich kiści winogron. Ściany, od podłogi do sufitu, były pokryte na pół wytartymi freskami. Przerażające postacie wychudłych jak szkielety ascetów – ojcowie kościoła, droga krzyżowa, srogie, barczyste anioły z włosami związanymi szerokimi, wyblakłymi wstęgami...

Wysoko pod sklepieniem widniała Matka Boska, unosząca się z rozwartymi, błagalnie ramionami. Drżące światełko zawieszonej przed nią lampki ze starego srebra leciutko i pieszczotliwie dotykało jej pociągłej, umęczonej twarzy. Nigdy nie zapomnę jej bolesnych oczu, zaciśniętych krągłych ust i wydatnego, znamionującego wolę podbródka. "Oto – myślałem – matka bezgranicznie szczęśliwa, spokojna nawet w najstraszliwszym bólu – bo czuje, że jej śmiertelne łono wydało istotę nieśmiertelną..."

Gdy opuszczałem kościół, słońce już zachodziło. Pełen radości siadłem pod drzewem pomarańczowym. Kopuła kościoła różowiała, jakby o świcie. Mnisi, zamknięci w celach, odpoczywali.

Zachód Słońca

Jak mawia klasyk, oczywista oczywistość. Książka jest o wyspie – to się kojarzy. Prawda, ale to nie wszystko, jest w tym coś więcej: jakieś poczucie wspólnego doświadczenia, połączenia dusz, przeżywania, doświadczania i smakowania mojej wyspy.

No dobra, ale miało być o oczach i kościołach, a ja rozprawiam o zaletach Zorby. Oczy, oczy są w Grecji i na wyspie bardzo ważne. Nie będę tu ględził o symbolice oka proroka i jego znaczeniu – to już było nie raz i nie dwa pisane i nie ma sensu robić powtórek z rozrywki. Ja chcę się skupić na oczach w kościołach, a konkretnie na freskach. Zdziwieni, prawda? Dla odmiany pogadam sobie o freskach, bo uważam, że to coś wyjątkowego i niespodziewanego.

Zauważyliście może, że bardzo często oczy, a nawet całe twarze postaci z kościelnych malowideł, są mocno uszkodzone. Różnie z tym bywa – raz to tylko wydłubana źrenica, innym razem odłupana cała twarz. Bardzo mnie to zawsze intrygowało: dlaczego tak wybiórczo, dlaczego tylko twarz? Pierwsze skojarzenie – Turcy, Ottomani, okupanci, wyznawcy islamu. Bardzo dobry trop – islam zabrania przedstawiania postaci ludzkiej, a twarz wydaje się być integralną częścią człowieka, niejako siedzibą człowieczeństwa. Tak więc wystarczy uczynić tę twarz nieczytelną i już problem z Allahem mamy z głowy – można się rozejść do swoich zajęć. Drugi trop, też dość oczywisty, to upływ czasu. Marnie to jednak tłumaczy wybiórczość tych uszkodzeń, bo nagle okazuje się, że malarze fresków nie przyłożyli się tylko do twarzy. Upływ czasu, tak, ale moim zdaniem w minimalnym stopniu. Trochę zrobił także ikonoklazm, ale tu raczej dochodziło do niszczenia całych postaci, więc ta przyczyna jest mało prawdopodobna.

Jest też trzeci trop, moim zdaniem najciekawszy i najmniej oczywisty: zabobony. Tak, moi drodzy, zabobony i różnego rodzaju wierzenia lodowe. Często połączenie chrześcijaństwa i magicznego myślenia Kreteńczyków. Kiedy dowiedziałem się o trzeciej możliwej przyczynie uszkodzeń, szczerze wyznam – nie mogłem uwierzyć. Trochę mnie to wyrwało z butów, ale wygląda na historię prawdziwą. Do zniszczenia fresków przyczynili się sami mieszkańcy Krety – wierzyli, że tynk z fresków posiada magiczne, czy boskie właściwości. Postaci świętych miały niejako przekazywać swoje przymioty farbie, a farba ta stawała się rodzajem amuletu. Czasem traktowana była wręcz jak lekarstwo – szczególnie w chorobach oczu i problemach skórnych. Fragmenty fresków, przedstawiające świętych patronów, były wykorzystywane w magicznych rytuałach związanych z płodnością i urodzajem. Tu szczególnie na uszkodzenia narażeni byli wspomniani święci patroni i Matka Boża.

Kolejny ciekawy element tej układanki to przekonanie o "żyjących ikonach i freskach". W świadomości ludowej postaci przedstawione na ikonach i freskach traktowane były niemal jako żywe – uważano, że święci mogą patrzeć ze ścian kościołów i obserwować codzienne życie wiernych. W szczególności oczy były postrzegane jako miejsca magicznej, boskiej siły. Uszkodzenie oczu miało czasem za zadanie „zneutralizować” tę moc, aby święty „przestał widzieć” grzechy lub złe uczynki.

Jeszcze jeden, chyba najbardziej odjechany aspekt ludowości i wierzeń Kreteńczyków, czyli karanie świętych. Tak, zdarzało się, że lokalsi postanowili okazać swoim patronom niezadowolenie z poziomu świadczonych usług. Miejscowa ludność, która doznała jakiejś tragedii (np. epidemii, klęski nieurodzaju, śmierci dzieci), obwiniała o to świętych, którzy mieli "nie dopełnić obowiązku ochrony" miejscowości lub rodzin. W takich przypadkach niszczenie twarzy postaci świętych mogło mieć wymiar zemsty lub kary.

No i ostatni aspekt w tych przydługich rozważaniach – czyli oczy i ochrona przed złym spojrzeniem. Ma to silny związek z terminem βασκανία, czyli głęboko zakorzenionym w greckiej kulturze przekonaniem o "złym oku". Święte wizerunki, zwłaszcza ich oczy, miały czasem szczególne znaczenie ochronne. Bywało jednak odwrotnie: aby pozbyć się skutków "złego spojrzenia", uważano, że należy dosłownie „usunąć” czyjeś spojrzenie, np. poprzez wydrapanie oczu postaci z fresków lub ikon.

Muszę przyznać, że temat tych uszkodzeń oraz zgłębienie ich pochodzenia i znaczenia zajęły mi trochę czasu. Rzeczy wybitnie zajmujące, bo nie spodziewałem się takiego wyniku moich poszukiwań. Do tej pory byłem przekonany, że to wyłącznie Turcy – a tu okazuje się, że nie do końca. Kreta, jak zwykle, potrafi zaskoczyć. Nie na darmo mówię zawsze, że Kreta to nie miejsce, to stan umysłu.

No właśnie, stan umysłu. Nie mogę skończyć tego tekstu bez Zorby i jego sposobu pojmowania świata, jego stylu rozwiązywania problemów.

Jest taka scena w książce, która doskonale oddaje ducha kreteńskości – wręcz egzemplifikuje sposób pojmowania świata przez wyspiarzy.

W skrócie, Alexis pojechał do miasta po zakupy. Pojechał i zniknął na kilka tygodni z pieniędzmi swojego szefa, których część przepuścił z młodą kobietą o imieniu Lola. Teraz panowie kupują od mnichów las, a Alexis ma pokręcony plan na zakup lasu i jednoczesne załatwienie sprawy honorowej. Rozmowę zaczyna Zorbas – czytajcie i czujcie ducha wyspy.

W Kastellionie wydałem więcej, niż należało. Dlatego, że Lola kosztowała mnie – to znaczy ciebie – ładną forsę. Myślisz, że zapomniałem? Myślisz, że nie mam ambicji? Nie chcę plamy na moim honorze! Ja wydałem, ja płacę. Zrobiłem rachunek: Lola kosztowała mnie siedem tysięcy, odbiję to sobie na kupnie lasu. Za Lolę zapłaci opat, klasztor, Matka Boska. To jest mój plan – jak ci się podoba?

— Wcale mi się nie podoba. Dlaczego Matka Boska ma odpowiadać za twoje ekscesy? — Odpowiada, i to bardzo! Urodziła syna: Boga, Bóg stworzył mnie: Zorbę – i dał mi to, co wiesz, a ja rozumiem, a to z kolei sprawia, że tracę głowę na widok kobiety i otwieram portfel. Teraz rozumiesz? Najświętsza Panienka zawiniła, niech płaci. — Nie podoba mi się to wszystko, Zorbo. — To dalsza sprawa, szefie. Najpierw odzyskajmy nasze siedem tysięcy, potem pogadamy. "Pokochaj mnie, miły – potem będę znowu twoją ciocią". Znasz tę piosenkę?

Tej wizji świata i sposobu radzenia sobie z problemami zawsze Alexisowi zazdrościłem.