Kościół Świętego Jerzego w Komitades (Sfakia)
Kościół Świętego Jerzego w Komitades to XIV-wieczna świątynia w regionie Sfakia na Krecie, znana z dobrze zachowanych fresków autorstwa Ioannisa Pagomenosa oraz zachowanej tablicy fundacyjnej z lat 1313–1314. Położony z dala od głównych dróg, w surowym krajobrazie górskim, stanowi cenne świadectwo lokalnej pobożności, wspólnotowej fundacji i programu ikonograficznego epoki weneckiej.

Kolejny piękny, bardzo ważny historycznie i – co wcale nie takie oczywiste – dobrze udokumentowany kościół, położony dosłownie pośrodku niczego. Dojazd sam w sobie jest częścią tej opowieści. Jedną z najpiękniejszych dróg na Krecie, z Imbros w kierunku Chora Sfakion, odbijamy w lewo na Komitades i kierujemy się w stronę punktu oznaczonego współrzędnymi 35.205934, 24.165785. To swego rodzaju brama wjazdowa w mniej cywilizowany świat – droga staje się szutrowa, ale nadal przejezdna.
Od tego miejsca jedziemy jeszcze około 500 metrów, do punktu przy kościele, gdzie trzeba i warto zostawić samochód. Dalsza jazda osobówką nie jest dobrym pomysłem: w najlepszym przypadku skończy się stresem, w najgorszym – uszkodzeniem podwozia lub kół, nie mówiąc już o kosztach holowania. Stąd ruszamy pieszo. Do przejścia jest około 800–1000 metrów, co realnie daje 20–30 minut marszu w jedną stronę.
Trasa nie jest szczególnie trudna i praktycznie nie sposób się zgubić. Jedynym realnym zagrożeniem są gęsto rozmieszczone pasieki. Ule należy omijać szerokim łukiem – pszczoły bronią swojego terytorium z pełnym przekonaniem, co w moim przypadku zakończyło się kilkoma bolesnymi konfrontacjami z żądłem. Kluczenie pomiędzy pasiekami wydłuża marsz, ale rekompensata przychodzi szybko. Po drodze mija się bardzo ciekawą jaskinię, która w gorący dzień staje się prawdziwym wybawieniem – chwilą wytchnienia i cienia, bo marsz w pełnym słońcu potrafi dać się we znaki.
Sam kościół zaskakuje skromnością. Mały, niepozorny, typowy dla Krety jednonawowy kościół, pierwotnie z narteksem, który uległ zawaleniu. Wyraźnie widać, że przedsionek był dobudowany później i nie wytrzymał próby czasu. To jednak, co najważniejsze, zachowało się wewnątrz. Przetrwały tam freski z XIV wieku, sygnowane ręką samego Ioannisa Pagomenosa – jednego z najważniejszych kreteńskich malarzy monumentalnych tego okresu.

Zachowana tablica fundacyjna pozwala bardzo precyzyjnie osadzić dekorację malarską w czasie. Wskazuje ona na rok 1313/1314, a także informuje, że freski powstały wysiłkiem fundatorów i całej lokalnej społeczności. Co istotne, inskrypcja nie jest lakoniczna: wymienia konkretnych ludzi, w tym Manuela Skordylisa oraz Gerasimosa Fourogiorgisa, a także inne osoby, których imiona – jak zapisano – „zna Pan”. To rzadka sytuacja, w której anonimowa z pozoru świątynia zaczyna mówić bardzo ludzkim głosem.

Program ikonograficzny obejmuje przede wszystkim sceny z życia Świętego Jerzego, a także klasyczny krąg chrystologiczny. Co szczególnie ciekawe, wśród malowideł pojawiają się również wizerunki fundatorów. Nie jest to wprawdzie zjawisko wyjątkowe w sztuce bizantyńskiej, ale zawsze stanowi cenną wskazówkę interpretacyjną. Obrazy te przypominają, że kościół nie był abstrakcyjną realizacją teologiczną, lecz bardzo konkretnym dziełem wspólnoty – ludzi, którzy tu żyli, modlili się i inwestowali swoje środki oraz wysiłek.

Z powstaniem kościoła wiąże się także legenda, wciąż opowiadana przez mieszkańców Komitades. Według lokalnej tradycji świątynia miała powstać jako wotum dziękczynne za boską pomoc w odparciu ataku piratów. To właśnie w tym miejscu mieszkańcy mieli schronić się przed napadem i zanosić modły do Świętego Jerzego. Atak udało się odeprzeć, a w miejscu modlitwy wzniesiono kościół.

Ile w tej opowieści jest historycznej prawdy – nie wiadomo. To jedna z wielu tożsamościowych narracji charakterystycznych dla Sfakii. Trudno jednak odmówić jej uroku. Co więcej, otoczenie kościoła rzeczywiście obfituje w jaskinie, skalne przełomy i naturalne formacje terenu, które mogły pełnić funkcję schronienia lub punktu oporu. Być może w tej legendzie tkwi jakieś ziarenko prawdy. A nawet jeśli nie – sama opowieść jest częścią pejzażu kulturowego tego miejsca i warto ją zapamiętać.
Kościół Świętego Jerzego w Komitades nie jest miejscem łatwo dostępnym ani efektownym w pierwszym kontakcie. Wymaga drogi, wysiłku i cierpliwości – dokładnie tak, jak wymagały ich freski, o których mówi tablica fundacyjna. Być może właśnie dlatego to miejsce działa tak mocno.
Tutaj sztuka nie jest dekoracją, lecz śladem ludzkiego trudu; ikona nie jest abstrakcyjnym symbolem, lecz częścią życia wspólnoty, która ją zamówiła i oglądała przez kolejne pokolenia. W ciszy tego miejsca łatwo zrozumieć, że kościoły Sfakii nie powstawały „przy drodze” – powstawały tam, gdzie były potrzebne. A pamięć o nich, podobnie jak dojazd do Komitades, nigdy nie była czymś oczywistym.