Ile judaizmu zostało w ortodoksji wschodniej - część I
W tradycji Wschodu jest coś, co natychmiast kojarzy się z modlitwą i doświadczeniem Starego Testamentu. Chodzi o sposób obcowania z Bogiem: nieprzelany w osobistą emocję, ale zanurzony w rytmie, powtarzalności, wspólnocie i tajemnicy.
W tradycji Wschodu jest coś, co natychmiast kojarzy się z modlitwą i doświadczeniem Starego Testamentu. Chodzi o sposób obcowania z Bogiem: nieprzelany w osobistą emocję, ale zanurzony w rytmie, powtarzalności, wspólnocie i tajemnicy. Wschodni chrześcijanin nie zaczyna od prywatnej relacji z Bogiem, lecz od „wejścia w świętość”, a to doświadczenie ma swoje korzenie w judaizmie biblijnym, w kulcie Świątyni, w modlitwie Izraela, w sposobie, w jaki Izrael rozumiał obecność Boga jako mieszkanie pośród ludu.
To widać choćby w samej koncepcji świętości: na Wschodzie świętość nie jest moralnym ideałem, lecz przestrzenią. Czymś, co jest „oddzielone”, innym, owiniętym w tajemnicę. Jak Miejsce Najświętsze w Świątyni. Tak samo w ikonie: złote tło nie jest ozdobą, ale świadectwem tego, że patrzymy na inną rzeczywistość, tak jak Izrael nie patrzył na Boga twarzą w twarz, lecz widział Jego chwałę w obłoku. Ten język przeniknął do wschodniej liturgii, która jest bardziej „świątynna” niż zachodnia. Kadzenie, błogosławieństwa, zasłony, ikonostasy – to nie jest dekoracja; to echo dawnych struktur świętego miejsca, gdzie Bóg mieszkał pośród ludu, oddzielony, a jednocześnie dostępny poprzez rytuał.
Właśnie ikonostas, który dla Zachodu bywa barierą, jest wschodnią interpretacją przestrzeni sacrum, bardzo bliską myśleniu judaizmu. Tak jak w Świątyni istniała różnica między przedsionkiem, miejscem świętym, a miejscem najświętszym, tak tu wierny widzi granicę, ale nie jako mur – raczej jako znak, że za nim jest coś większego, obszar Teofanii. To połączenie bliskości i oddzielenia jest semickie do szpiku kości.
Z judaizmu pochodzi również rozumienie czasu świętego. Wschód nie postrzega liturgii jako jednego z wielu nabożeństw, lecz jako wejście w „czas Boga”, analogicznie do szabatu, który nie był tylko dniem wypoczynku, ale wejściem w rytm stworzenia. Boska Liturgia ma właśnie taki charakter: nie zaczyna się i nie kończy w sensie historycznym. Jest zanurzeniem w Boskość, jak szabat, który wg tradycji midraszowej jest „przedsmakiem świata, który ma nadejść”.
I dalej: modlitwa jako psalmodia. Wschód nie zrezygnował z hebrajskiego sposobu modlenia się psalmami – rytmicznie, chóralnie, w formie dialogu, jako głosu całej wspólnoty. W judaizmie psalmy nie były poezją do kontemplacji, ale modlitwą do wyśpiewania; na Wschodzie zostało to utrzymane. Psalmodia nie jest dodatkiem. Jest kręgosłupem liturgii. To brzmi jak echo synagogi.
Kolejnym głębokim dziedzictwem jest teologia apofatyczna – przekonanie, że o Bogu można mówić przede wszystkim w trybie „Bóg nie jest...” zamiast „Bóg jest...”. Judaizm jest radykalnie anty-idolotwórczy: imię Boga jest nie do wypowiedzenia, a istota Boga – nie do przedstawienia. Wschód bierze to niemal dosłownie. Teologia apofatyczna ojców greckich nie jest filozoficznym ćwiczeniem, lecz kontynuacją tej samej intuicji: że to, co najważniejsze, nie mieści się w słowie. To także powód, dla którego ikona nigdy nie przedstawia Boga Ojca – bo Bóg Ojciec nie jest przedstawialny, tak jak w judaizmie Bóg nie ma twarzy. Ikona przedstawia Syna, bo Syn stał się ciałem. Ojciec – nigdy.
Nawet idea „prawa” jako czegoś, co nie jest tylko kodeksem, ale drogą życia (halacha) ma swoje echo w pojęciu askesis na Wschodzie. To nie jest moralność. To jest „droga”, sposób bycia, struktura codzienności, jak rytm życia Izraela. Zachód później przesunie akcent ku etyce, ku ocenie czynów; Wschód pozostanie przy „drodze”.
Jest wreszcie coś jeszcze subtelniejszego: sposób widzenia człowieka. Judaizm nie ma obsesji „grzechu pierworodnego” w sensie fatalistycznym, nie widzi człowieka jako skażonego naturą, lecz jako istotę, która jest zdolna do spotkania z Bogiem i przemiany. Wschód zachował ten duch: człowiek nie jest przede wszystkim winny, ale chory; nie zdeprawowany, lecz niedoskonały. Stąd theosis – przebóstwienie. Nie kara i nie sąd jako fundament, lecz uzdrowienie i przemiana. To myślenie jest znacznie bliższe biblijnym prorokom niż łacińskiej scholastyce.
To oczywiście nie oznacza, że wschodnie chrześcijaństwo jest „bardziej żydowskie”. Chodzi raczej o to, że w swoim rozwoju uderzająco często zachowuje starotestamentalny sposób kontaktu z Bogiem: pełen czci, przestrzeni, rytuału, tajemnicy, śpiewu, niejasności, poszukiwania, ale też fundamentalnej radości ze „święta Pana”. Zachód przeszedł inną drogą, bardziej prawną, bardziej historyczną, bardziej filozoficzną. Wschód zatrzymał coś, co przypomina puls Izraela.