Gdzie jest klucz do Krety

Brutalna konfrontacja z turystyczną rzeczywistością.

Ktoś skomentował, że obiekty sakralne na Krecie niszczeją, bo lokalsi mają to w końcowym odcinku przewodu pokarmowego.

Nie jest to taka prosta sprawa. Niektórzy mają, niektórzy nie mają a jeszcze inni nie mają za bardzo i wylewają dziecko z kąpielą. W tej postawie skupia się, jak w soczewce, paradoks kreteńskiej turystyki. Już wyjaśniam w czym rzecz.

Starych kościołów, pamiętających czasy Bizancjum i Wenecji, jest na wyspie około 800. Zadanie konserwacji i utrzymania takiej ilości obiektów przekracza finansowe możliwości lokalnych społeczności, to jest robota dla profesjonalistów i kosztuje ogromne pieniądze. Zdarza się, że lokalne władze coś tam dorzucają, zrobi się drzwi, zamek, ogarnie otoczenie. I tenże zamek jest często przyczyną dziwnych zjawisk. Otóż kościół jest zamknięty na 4 spusty a informacji o lokalizacji klucza brak. I szukaj sobie klucza, czasem godzinami. Jak już klucz znajdziesz, to przyjdzie za tobą znudzony Cerber i będzie chodził krok w krok, żebyś przypadkiem zdjęcia nie zrobił. Bo nie wolno. Dlaczego nie wolno? Bo tak. Żadne racjonalne argumenty nie trafiają, nie i już. Nie podoba się, to idź gdzieś indziej. Ale skarbonka stoi na widoku i kartka z napisem w czterech językach, że zbierają na renowację, utrzymanie i udostępnienie turystom. Paradoks numer jeden, patrzeć można, ale tylko patrzeć. Ja się nie po to tłukłem tyle kilometrów, żeby patrzeć. Chcę zrobić zdjęcia, dużo zdjęć, bo sobie to później analizuję, odczytuję i mam dobrą zabawę. No takie mam hobby i już. Tak więc tam, gdzie mi wolno realizować swoje potrzeby, ląduje papierek, Cerber zaś zostaje ze swoim kluczem w oblężonej twierdzy. Tak się turystyki nie robi i nie chodzi o pozwolenie na wszystko, tylko o racjonalne podejście do tematu.

Wiecie co jest jeszcze śmiesznego? Ostatni katalog zabytków z czasów Bizantyjskich i weneckich zrobił Włoch, 100 lat temu. Jakieś cztery lata temu lokalny działacz i archeolog napisał coś podobnego, ale książka jest niedostępna, więc nie ma tematu. Najlepszą i najpełniejszą pracę o historii Krety napisał Anglik. Największe wsparcie i pomoc w swoich hobbystycznych poszukiwaniach dostałem z ULM w Monachium. Poszukiwane materiały pomogła mi znaleźć przemiła pani profesor, która miała czas i ochotę odpowiedzieć na maila. Greckie instytucje olały mnie sikiem prostym i koherentnym.

Tu się sprzedaje cztery plaże, dwie ruiny i pseudoludowe sirtaki. Jak chcesz więcej, to prędzej ci Niemcy pomogą.