Chromonastiri - Panagia Kera

W Chromonastiri nawet cisza ma swój ciężar. To nie jest wieś, która walczy o uwagę turystów — to miejsce, które żyje swoim własnym rytmem, jakby czas płynął tu inaczej.

Kościół Panagia Kera - Chromonastiri

Panagia Kera w Χρωμοναστήρι (Chromonastiri) to jedna z tych świątyń, które potrafią człowieka zatrzymać w pół kroku, nawet jeśli – jak ja – oglądał już setki fresków, absyd, platyter i całych ikonograficznych programów. Leży skromnie, niemal wtopiona w tkankę wsi, a jednak niesie w sobie warstwy historii sięgające głęboko w epokę, kiedy Kreta była jeszcze bizantyńska, zanim nadeszli Wenecjanie i przewrócili wyspę do góry nogami własną estetyką i administracją.

Sam kościół datowany jest na XI wiek. To już robi wrażenie, bo w tej części Krety stosunkowo niewiele jest zachowanych świątyń tak wczesnych, a jeszcze mniej takich, które przechowały ślady najstarszego malarstwa. Część fresków, strzępy pojedynczych warstw, faktycznie może pochodzić z tej epoki. Większość widocznych dziś malowideł pochodzi jednak z XIV wieku, kiedy to wybrzmiewa styl, który zwykliśmy kojarzyć z późnobizantyńską Kretą i jej „szkołą” – dynamiczną, syntetyczną, a zarazem głęboko teologiczną.

Gdy po dłuższym czasie wróciłem do zdjęć, kadrowałem je spokojnie, niemal z automatu, aż trafiłem na fresk w kopule absydy. To miejsce najbardziej „uprzywilejowane”. Najwyższy punkt ikonograficznej hierarchii, teologiczne serce świątyni. Tu albo siedzi Pantokrator, albo króluje Πλατυτέρα τῶν Ουρανῶν – Matka Boża rozpościerająca dłonie w geście orantki, z Chrystusem w medalionie na piersi jako Emmanuelem. Taki jest kanon od stuleci. Tu nie ma miejsca na wolne fantazje artystów. A jednak…

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda poprawnie: stojąca figura kobieca, typowa poza modlitewna, górna partia ciała uniesiona ku niebu. Wokół – zachowane nomina sacra, elegancko rozmieszczone: ΜΡ ΘΥ z wyraźnym titlo. Wszystko krzyczy: to Matka Boża.

Tylko że coś tu nie gra. Nie drobiazg, nie niuans – absolutnie nic tu nie gra.

Pierwsze zgrzyty pojawiają się przy próbie weryfikacji ikonograficznych „markerów”, które na freskach działają jak drogowskazy: symboliczne gwiazdki na czole i ramionach Maryi – znaki Jej dziewictwa. Tu ich nie ma. Brak nawet śladu. A to nie jest ozdobnik. To klucz. To jak podpis autora na obrazie: bez nich nie mamy Marii. Tymczasem w medalionie poniżej – o ironio – widzimy postać jednoznacznie maryjną, z kompletem gwiazdek.

Dalej jest jeszcze ciekawiej: w miejscu Chrystusa Emanuela – kobieta. Zakryte włosy, brak nimbu krzyżowego (który zawsze przynależy jedynie Chrystusowi), brak charakterystycznych gestów. Zamiast Emanuela – kolejna kobieca postać. Zgodnie z inskrypcją: również ΜΡ ΘΥ.

Albo więc malarz pomylił ikonografię w sposób spektakularny (co przy XIV-wiecznej kreteńskiej dyscyplinie malarskiej jest mało prawdopodobne), albo mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej świadomym. Przesunięciem akcentu. Celowym zabiegiem. Interwencją w samą strukturę teologicznej przestrzeni świątyni.

Dopiero dodatkowe dwa medaliony unoszące się ponad całą sceną rozwiewają wątpliwości. Lewy – zatarty, zostaje z ledwo widoczną literą Η. Prawy – bardziej łaskawy: po zbliżeniu daje się odczytać „ΑΝΝΑ”. Wtedy układa się to w całość. Η ΑΓΙΑ ΑΝΝΑ. Święta Anna. Matka Marii.

Centralną postacią absydy, tam gdzie zwykle znajduje się Chrystus lub Maryja, jest… Święta Anna.

To rozwiązanie, które wykracza poza normę. I to nie tylko kreteńską. W teologicznej topografii kościoła miejsce to – apse conch – zarezerwowane jest dla najwyższej hierarchii ikonograficznej: Chrystusa jako Pantokratora albo Marii jako Platytery. Wprowadzenie w to miejsce Anny jest tak rzadkie, że literatura dostępna publicznie właściwie o tym nie wspomina. A ten konkretny kościół ma dodatkowego pecha, bo regularnie mylony jest z dużo bardziej znaną Panagia Kera w Kritsie. W efekcie informacje o Chromonastiri giną w chaosie źródeł.

Tu jednak ikonografia mówi sama za siebie. Główna postać to kobieta bez znaków maryjnych. Maria jest w medalionie poniżej. Obie opatrzone nomina sacra. Nad nimi – w górnych medalionach – wyraźnie podpisana Święta Anna. A więc to Anna jest tu centralną ikoną. I to Anna zajmuje miejsce zwykle przeznaczone dla Jej własnej Córki lub dla samego Chrystusa.

Jakie to ma znaczenie? Na razie mogę jedynie stwierdzić, że to wyjątkowy przykład lokalnej pobożności, który prawdopodobnie odzwierciedlał bardzo silny kult św. Anny w regionie. Możliwe też, że jest to pozostałość jakiejś nieznanej nam lokalnej tradycji teologicznej lub rodzinnej fundacji, w której rola Anny została podniesiona w sposób symboliczny. Może to świadczyć o zmianach w programie ikonograficznym w toku wieków, o korektach, przemalowaniach, rekontekstualizacji.

Niezależnie od interpretacji, mamy do czynienia z ewenementem. Nie tylko na Krecie, ale w skali szerszej. A wszystko to ukryte w małej, niepozornej świątyni kilka kilometrów od Rethymno, wśród oliwnych drzew, w miejscu, gdzie nikt nie podejrzewałby, że ikonografia nagle wywróci kanon do góry nogami.

Jeśli będziecie w okolicy – zajrzyjcie. To kościół, który najpierw zachwyca atmosferą, a potem pozwala odkryć, jak bardzo złożone i nieprzewidywalne potrafią być dzieje kreteńskiej sztuki sakralnej.