Dlaczego na Krecie łatwiej spotkać Świętego Jerzego niż nieobite auto
Na Krecie łatwiej trafić na wizerunek Świętego Jerzego niż na nieobite auto. Jest na ścianach wiejskich kościołów, przy dawnych traktach, w miejscach oddalonych od miast i ich murów. Nie zawsze walczy ze smokiem, częściej po prostu jest — czujny, obecny, gotowy do interwencji. Ten esej nie opowiada o świętym z legendy, lecz o figurze ochrony w świecie, który przez wieki żył w cieniu realnego zagrożenia: piratów, wojen, porwań i nagłej śmierci.
Zanim jednak Jerzy stanie się bohaterem lokalnych opowieści i patronem realnych lęków, warto na chwilę zatrzymać się przy jego najbardziej klasycznym wizerunku — tym, który przez stulecia utrwalił się w ikonach Bizancjum i świata postbizantyńskiego. Jerzy na koniu, w zbroi, z włócznią skierowaną ku dołowi, przebijający smoka, to nie ilustracja konkretnego epizodu historycznego, lecz skrót symboliczny. Ikona nie opowiada historii w sensie narracyjnym. Ona porządkuje świat.

Koń unoszący się nad ziemią nie jest tylko zwierzęciem bojowym, lecz znakiem ruchu i interwencji — Jerzy przybywa, gdy porządek zostaje naruszony. Włócznia nie jest bronią agresji, lecz narzędziem przywracania ładu. Smok natomiast nie jest egzotycznym potworem z legendy, lecz wizualnym symbolem chaosu: tego, co zagraża wspólnocie, co przychodzi nagle i niszczy bez ostrzeżenia. W ikonografii chrześcijańskiej smok dziedziczy znaczenia starsze niż samo chrześcijaństwo — od antycznych personifikacji zła, przez biblijnego „węża starodawnego”, po apokaliptyczne obrazy zagrożenia, które przekracza ludzką skalę.
Dlatego w klasycznej ikonie Jerzego nie chodzi o walkę samą w sobie. Chodzi o moment interwencji: o chwilę, w której święty staje pomiędzy wspólnotą a tym, co ją przerasta. To właśnie ten schemat — prosty, czytelny, a zarazem niezwykle pojemny — sprawił, że wizerunek Jerzego mógł funkcjonować ponad granicami kulturowymi i religijnymi, zachowując sens nawet tam, gdzie zmieniały się języki, rytuały i wyznania.
Skąd się właściwie wzięła cała ta legenda o smoku? Otóż w drugiej połowie XIII wieku, niejaki Jakub de Voragine, włoski dominikanin, późniejszy arcybiskup Genui, napisał dzieło pod znamiennym tytułem - Złota legenda (łac. Legenda aurea). To właśnie tam pojawia się najbardziej wpływowy i kanoniczny opis walki Jerzego ze smokiem. Nieopodal miasta Silene smok miał założyć swoje gniazdo i terrorem zmuszał mieszkańców do dostarczania ludzi na pożarcie. W końcu zażądał księżniczki, która czasem obecna jest w ikonografii jako mała postać kobieca u dołu obrazu. Święty wojownik zabił smoka i uwolnił miasto a wdzięczni mieszkańcy przyjęli chrześcijaństwo. Tyle samej legendy.
Historia ta była bardzo popularna podczas wypraw krzyżowych, kiedy kult wojownika osiągną swoiste apogeum. Jej symbolika jest nie tylko militarna, często walka ze smokiem i ocalenie księzniczki odczytywane bywa jako alegoria uwolnienia kościoła od prześladowań.
Kreteński kult Świętego Jerzego wywodzi się jeszcze z czasów bizantyńskich, gdzie Jerzy miał status "świętego nadwornego". Z czasem stał się świętym ludowym, patronem rolników (γεωργικός - rolniczy) a z jego osobą powiązano wiele ludowych wierzeń i obyczajów. Świetnym przykładem jest coroczne, odprawiane 23 kwietnia, święcenie owiec i mleka we wsi Asi Gonia, tradycja która może być starsza niż legenda o Świętym Jerzym.
Prawie każdy kościół na Krecie ma swojego Jerzego. Czasem stoi na koniu i wbija włócznię w paszczę smoka, czasem patrzy na nas frontalnie, nieruchomy, z włócznią i tarczą, jakby pilnował wejścia. Bywa młodzieńcem, bywa dojrzałym żołnierzem. Czasem jest monumentalny, czasem ledwo mieści się na fragmencie ściany. Ale jest. Zawsze jest. I bardzo szybko pojawia się pytanie: dlaczego właśnie on?

Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się daleko – nie do ikon, lecz do opowieści, z których te ikony wyrosły. I do świata, w którym te opowieści były potrzebne.
Według najstarszych żywotów Jerzy urodził się w Kapadocji, na wschodnich rubieżach Cesarstwa Rzymskiego, w krainie pogranicza, gdzie wojskowa rzeczywistość imperium stykała się z lokalnymi tradycjami i wczesnym chrześcijaństwem. Po śmierci ojca przeniósł się z matką do Liddy w Palestynie – miejsca, które bardzo wcześnie stało się centrum jego kultu. Był oficerem armii rzymskiej, człowiekiem hierarchii, rozkazów i przemocy. Ten szczegół, pozornie drugorzędny, okaże się kluczowy: Jerzy od początku funkcjonuje jako ktoś, kto zna świat siły, a nie tylko modlitwy.
Gdy za panowania Dioklecjana rozpoczęły się prześladowania chrześcijan, Jerzy – według hagiografii – odmówił złożenia ofiary pogańskim bogom. Późniejsze żywoty opisują serię tortur, którym miał być poddawany: koło z kolcami, ogień, trucizny, kocioł z wrzącą cieczą. Historyk musi tu zachować ostrożność. Te obrazy są wytworem teologicznej wyobraźni, a nie raportem z egzekucji. Ale sens tej narracji jest czytelny: Jerzy przechodzi przez to, co normalnie zabija, i za każdym razem wychodzi zwycięsko. Ostatecznie ginie przez ścięcie mieczem – i to jedyny element, który powtarza się we wszystkich wersjach przekazu.
W ikonografii jednak tej śmierci niemal nie widać. Jerzy prawie zawsze jest żywy, aktywny, w ruchu. Nie dlatego, że jego męczeństwo było nieważne, lecz dlatego, że jego rola nie polegała na umieraniu. Polegała na ochronie.
Tu zaczyna się właściwa historia jego niezwykłej popularności.
W świecie wschodniego basenu Morza Śródziemnego Jerzy stał się figurą transkulturową i transreligijną. Grecy prawosławni, łacinnicy – Wenecjanie, Frankowie, Katalończycy – a także muzułmanie czcili go równolegle, często w tych samych sanktuariach, w tych samych dniach. W świecie islamu utożsamiono go z postacią al-Khiḍra, tajemniczego „Zielonego”, opiekuna podróżnych i życia, znanego z Koranu. Co znamienne, dzień jego wspomnienia pokrywał się z dniem święta św. Jerzego. To nie był konflikt symboli, lecz ich nałożenie. Różne języki religijne opisywały tę samą potrzebę: kogoś, kto stoi po stronie słabszych, co dobrze pokazują badania nad kultem Świętego Jerzego w okresie łacińskiego panowania na wschodnim Śródziemnomorzu.¹
Jerzy nie był świętym doktryny. Był świętym funkcji. I ta funkcja miała bardzo konkretny wymiar: obrona przed nagłym złem.
W żywotach i cudach Jerzego powraca motyw opieki nad bezbronnymi. Najbardziej poruszająca jest opowieść o cudownym uwolnieniu porwanego młodzieńca: Jerzy ukazuje się na koniu, zabiera chłopca z niewoli i w jednej chwili przenosi go do domu. W niektórych wersjach młodzieniec wraca z dzbanem w dłoni, jakby cud wydarzył się w samym środku codzienności. To nie jest heroiczna walka. To obraz przywrócenia świata do porządku – oddania dziecka rodzicom, słabszego silniejszym.

W ikonach ten motyw bywa przedstawiany bez dramatyzmu: Jerzy jedzie, chłopiec siedzi za nim, bez przemocy, bez krzyku. Ten spokój mówi więcej niż batalistyczna scena. I nieprzypadkowo właśnie takie obrazy pojawiają się w regionach narażonych na porwania i niewolę.
Kreta była jednym z takich miejsc.
Wyspa żyjąca na przecięciu szlaków, wystawiona na pirackie napady, nagłe rajdy, przemoc, której nie dało się przewidzieć ani powstrzymać. W takich warunkach Jerzy staje się realnym patronem. Nie abstrakcyjnym świętym z kalendarza, lecz kimś, kto – jak wierzyli mieszkańcy – interweniuje tu i teraz. Dlatego w lokalnych opowieściach tak często pojawia się jako ten, który ochronił wieś przed napaścią, który odstraszył napastników, który stanął między wspólnotą a zagrożeniem.
Legenda z Komitades wpisuje się w ten szeroki nurt. Opowieść o modlitwie do Świętego Jerzego i ocaleniu przed atakiem nie jest wyjątkiem ani lokalną fantazją. Jest wariantem znanej w całym regionie narracji o świętym-obrońcy. Takie historie powtarzają się od Syrii po Bałkany. Ich funkcja jest zawsze ta sama: nadać sens doświadczeniu lęku i przetrwania.
W tekstach źródłowych Jerzy bywa nazywany „megas stratiotes” – wielkim żołnierzem. To określenie nie odnosi się do stopnia wojskowego, lecz do roli: kogoś, kto walczy za wspólnotę. W jednym z hymnów liturgicznych słyszymy prośbę, by „zbrojny męczennik” osłaniał wiernych przed widzialnymi i niewidzialnymi wrogami. To język, który idealnie pasuje do świata, w którym granica między tym, co realne, a tym, co nadprzyrodzone, była płynna.
Dlatego Jerzy tak dobrze zadomowił się w ludowej wyobraźni. Nie trzeba było teologii, by go zrozumieć. Wystarczało doświadczenie zagrożenia. Wystarczała świadomość, że państwo jest daleko, a pomoc nie nadejdzie na czas. W takim świecie święty, który jeździ, walczy, chroni i oddaje porwanych, był kimś realnym.
To także tłumaczy jego wszechobecność w krajobrazie Krety. Kościoły św. Jerzego pojawiają się na odludziach, przy dawnych traktach, w górach, w pobliżu jaskiń. Jego wizerunki bywają fundowane wspólnym wysiłkiem całej wsi, jakby miały działać jak znak ochronny – apotropaion – wpisany w przestrzeń. Jerzy stoi, patrzy, pilnuje. Czasem wystarczy, że jest.
Smok, który w zachodniej wyobraźni zdominował opowieść o Jerzym, jest tylko jednym z wielu skrótów tej funkcji. Na Krecie równie często spotyka się Jerzego bez smoka jak z nim. I to także nie jest przypadek. Bo smok symbolizuje chaos w ogóle, podczas gdy pirat, napastnik czy gwałtowna śmierć były bardzo konkretne. W ludowych opowieściach Jerzy nie walczy z mitem. Walczy z tym, co przychodzi nocą.
I może dlatego, kiedy dziś wędruje się po wyspie, łatwiej trafić na jego wizerunek niż na nieobite auto. Te obrazy nie są reliktem dawnej pobożności. Są zapisem długiej pamięci o świecie, w którym bezpieczeństwo nigdy nie było oczywiste, a nadzieja musiała mieć twarz, konia i włócznię.
Zanim więc zaczniemy analizować ikony i ich warianty, warto zapamiętać jedno: Święty Jerzy na Krecie nie jest dodatkiem do dekoracji kościoła. Jest odpowiedzią na bardzo konkretne doświadczenie życia na granicy – między lądem a morzem, Wschodem a Zachodem, strachem a nadzieją. I być może właśnie dlatego wciąż działa.
¹ Manuel Castiñeiras, Crossing Cultural Boundaries: Saint George in the Eastern Mediterranean under the Latinokratia (13th–14th Centuries) and His Mythification in the Crown of Aragon, Arts 9, no. 3 (2020): art. 95,
https://doi.org/10.3390/arts9030095