Anisaraki, kościół Świętej Anny

Jeden z najciekawszych ikonograficznie kościołow w Selino.

Kościół Agia Anna - Anisaraki

Gdy ten kościół powstawał, Europa oddychała jeszcze kurzem po krucjatach. W Anglii Henryk III, syn Jana bez Ziemi, próbował utrzymać w całości królestwo rozrywane przez ambicje możnych, a we Francji panował Ludwik IX, którego potomność wyniesie na ołtarze jako świętego. W Polsce Konrad Mazowiecki sprowadzał Krzyżaków nad Wisłę, nie wiedząc jeszcze, że zrodzi potężne państwo zakonne, które przez wieki będzie kładło się cieniem na dziejach regionu. Na Rusi, podzielonej i osłabionej, nadciągała katastrofa – hordy mongolskie Batu-chana, które wkrótce spustoszą Kijów i sprawią, że cała Europa Wschodnia pogrąży się w strachu.

Za oceanem Majowie i Aztekowie rozwijali swoje kalendarze, świątynie i rytuały, nie wiedząc o istnieniu Europy. W Chinach dynastia Song pielęgnowała porcelanę, druk i kompas, a w Persji Rumi układał swoje mistyczne poezje, które będą żywe jeszcze osiem wieków później. A tutaj, na Krecie – wyspie, która od niedawna znalazła się pod panowaniem Wenecjan – powstawał niewielki kościółek Agia Anna, prosty i kamienny, w maleńkiej osadzie Anisaraki, wśród pól i oliwnych gajów.

Freski i program ikonograficzny

Gdy spojrzymy dziś na jego wnętrze, widzimy to, co XIII-wieczny wierny musiał odczuwać z mieszaniną lęku i zachwytu. W absydzie dominuje wizerunek Matki Boskiej Orantki, przedstawionej frontalnie, z Dzieciątkiem na kolanach – to typ „Platytera ton Ouranon”, „szerszej od niebios”. Jej uniesione dłonie symbolizują wstawiennictwo, a zarazem oddzielają świat ziemski od niebieskiego.

W kopule malarz umieścił Pantokratora – Chrystusa jako władcę wszechświata, trzymającego księgę i błogosławiącego wiernych. Wokół Niego – aniołowie, prorocy i ewangelici, tworzący kosmiczną hierarchię. To nie była dekoracja – to była teologia w obrazach, swoista Biblia pauperum dla ludzi, którzy nie potrafili czytać.

Ściany naw bocznych ilustrowały życie Chrystusa: Zwiastowanie, Narodzenie, Chrzest, Przemienienie na górze Tabor. Każda scena była rozpisana schematycznie, zgodnie z kanonem, a jednak widać w nich lokalny styl: wydłużone sylwetki, surowe twarze, barwy czerwieni i ochry, które dobrze znosiły ciemność. Dolne partie zdobiły wizerunki świętych wojowników – Jerzego, Demetriusza, Teodora – rycerzy w zbrojach, którzy mieli chronić przed chorobami, najazdami i złymi duchami.

W Anisaraki znajduje się jednak coś jeszcze – fresk, który czyni ten kościół miejscem wyjątkowym nawet na tle szerokiego świata bizantyńskiego. Widzimy tu przedstawienie Świętej Anny karmiącej piersią swoją córkę, Matkę Bożą. Motyw ten znany jest z nielicznych przykładów ikon typu Anna Galaktotrophousa. Jak wykazał Hirofumi Sugawara, w całym świecie bizantyńskim można wskazać zaledwie kilka pewnych realizacji tego tematu, i to niemal wyłącznie w bardzo specyficznych kontekstach. Na tym tle fresk z Anisaraki jawi się jako jedno z nielicznych zachowanych przedstawień tej ikonografii w malarstwie monumentalnym – intymne, a zarazem teologicznie gęste, łączące cielesność macierzyństwa z tajemnicą Wcielenia.

To, co fascynuje badaczy, to spójność i kompletność programu ikonograficznego w tak małym kościele. Jak pisze Thetis Xanthaki, freski Agia Anna w Anisaraki reprezentują klasyczny nurt kreteńskiego malarstwa XIII wieku – jeszcze mocno zakorzeniony w bizantyńskiej tradycji, ale już zdradzający pewne elementy uproszczenia i stylizacji, które zwiastują późniejsze tendencje okresu weneckiego.

Kościół Agia Anna - Anisaraki

Nauka i świat

Podczas gdy w Anisaraki malarz mieszał pigmenty z wapnem i żółtkiem, świat uczony wciąż wierzył, że Ziemia jest centrum kosmosu, a ciało ludzkie rządzi się teorią czterech soków Galena. O teleskopie nikt jeszcze nie śnił, mikroskop miał nadejść dopiero czterysta lat później. Gutenberg nie urodził się jeszcze, więc wszystkie księgi powstawały ręcznie, w skryptoriach klasztornych. Ale to, co dla nas jest ciemnością, dla nich było pełnią: obrazy, pieśni, liturgia – cały świat symboli, który spajał wspólnotę.

Trwanie

Agia Anna stoi do dziś – niewielki kamienny kościół, w którym cisza ma ciężar wieków. Jego freski, choć wypłowiałe, niosą w sobie echo głosów sprzed ośmiuset lat. Gdy patrzymy na nie, warto pamiętać, że w chwili ich powstawania Kolumb jeszcze przez dwa i pół stulecia nie wyruszy na zachód, Kopernik dopiero się narodzi, a Galileusz urodzi się dopiero w czasach, gdy freski będą już dawno pokryte patyną.

A jednak, ten kościół trwa. Jakby mówił: życie przemija, potęgi upadają, krucjaty gasną, imperia rosną i rozpadają się – ale ślad po człowieku, który wzniósł kamień i namalował świętego, może zostać na wieki.

Jesteśmy – jeśli nie ostatnim, to jednym z ostatnich pokoleń, które może oglądać te freski na żywo, w półmroku małych kościołów. Wapno pęka, kolory blakną, ściany osuwają się w ciszy, a czas działa bezlitośnie. To, co było codziennością dla ludzi XIII wieku, dla nas jest już niemal cudem – kruchym i nietrwałym. Każde wejście do takiej świątyni to spotkanie z przeszłością, która umiera na naszych oczach.

To nie są tylko kamienie i malowidła. To świadkowie historii, którzy milczą, choć widzieli wszystko: krucjaty, Wenecjan, Turków, wojny, powstania, wreszcie współczesną obojętność. Każdy odłupany tynk, każda zapomniana kaplica to utrata czegoś, czego nie da się już odzyskać.

I dlatego dziś, stojąc przed Agia Anna w Anisaraki, trzeba mieć świadomość, że patrzymy na coś unikalnego, niepowtarzalnego. Coś, co rozpływa się w czasie jak sen – a jednak przez chwilę możemy w nim uczestniczyć. Może właśnie po to zostało to nam dane: abyśmy zdążyli zobaczyć i zapamiętać, zanim zniknie na zawsze.